14.
czwartek, 29.kwietnia.2010, 20:51
Powrót? Może... Nigdy nic nie wiadomo ;D
Rozdział krótki, przeczytać dla odprężenia :)
Coś nowego pojawi się, jak już napiszę maturę ;)
Smacznego!
xxxxxx
Marianne
W ostatnim odcinku…
-No. To będziemy się świetnie razem bawić. Cholibka! Kieł!...
-Co za: kieł? – Szepce do Syriusza, Dorc.
-Pies.
Tego jeszcze brakowało…
-Nie lubisz psów? - Dziwi się zaniepokojony, Black.
-Nie, skądże. - Zaprzecza Dorcas. - Tylko, że wiesz. To psy zwykle nie lubią mnie...
Och, mała, mała Dorcas... Nawet nie wiesz, w jakim jesteś błędzie...
[…]
-Lunio, przytrzymaj w razie czego Pottera. Może zemdleć na widok tylu książek w jednym miejscu. – Żartuje, Lily. Jim i Remus chichocą. Ten pierwszy w sposób ostentacyjny odsuwa na bok przyjaciela i zbliża się do panny Evans.
-Rogacz! – Oburzony Lunatyk odzyskuje równowagę.
-Przykro mi, Lunio. To najlepsza miejscówka. – Trąca Lily łokciem w ramię. – Wiesz, w razie gdybym mdlał na widok tylu książek w jednym miejscu.
Cała trójka wybucha śmiechem.
[…]
-Zróbmy coś konstruktywnego. – Proponuje znienacka, James.
-Co takiego?
-Dowcip, oczywiście! – Odpowiada oburzony, Potter. – Mózg ci zanika! Zapominasz, kim jesteś! Te baby…
[…]
-Pru, weź to. – Podaje pannie Windmill swoją różdżkę. – Trzymaj to z dala ode mnie. Żebym im czegoś nie zrobiła…
-Mądrze. – Komentuje Pru. – Kolejny szlaban byłby pewnie z powiadomieniem rodziców…
Przejście za portretem otwiera się i w progu staje cała czwórka.
-Barany! PADALCE! KOZIE FLAKI! BOBKI KRÓLICZE!...
Teraz:
Quidditch.
Dla jednych jest to fascynująca, magiczna dyscyplina sportowa. Grają, i/lub kochają oglądać. Dla jeszcze innych nie jest to nawet forma rozrywki. Może nawet męczarnie. Są też tacy, których wcale to nie interesuje.
Ale Fly jest zagorzałym fanem Quidditcha i ścigającym w drużynie Krukonów.
Tego dnia Ravenclaw gra ze Slytherinem. Wielka Sala w porze śniadania szumi od rozmów. Wszędzie słychać słowa „Quidditch” i „mecz”. Dziewczęta plotkują o graczach, chłopacy próbują oszacować wynik meczu. Niektórzy się nawet zakładają. Ktoś wszczyna kłótnię i bójkę. Macgonagall musi interweniować. Hagrid trzyma jednego z uczniów za szatę na karku unosząc go w powietrzu jak niegrzecznego szczeniaka.
-Postaw go, Hagridzie! – Irytuje się opiekunka Domu Lwa.
Flavius siedzi przy stole Krukonów ze swoim najlepszym kumplem – Sky’em. Ten ostatni jest pałkarzem w drużynie.
-Zapowiada się ciężki dzień. – Wzdycha Fly. Nabiera na widelec kęs jajecznicy na bekonie i ładuje sobie do ust od niechcenia.
-Fakt. Kojarzysz Komarova?
-Kogo?... – Pyta z pełnymi ustami, Pickford.
-Ścigającego Ślizgonów.
-O, Boże… To ten wielkolud? I miotła go unosi?...
-Na twoje nieszczęście. Też jesteś ścigającym!
-Przywal mu tłuczkiem.
-Koniecznie. Choć zmieni to raczej ilość siniaków na twoim ciele, niż szans na wygraną Slytherinu.
-Pesymista z ciebie, Sky.
-Realista.
-Zamknij się! To ja jestem ścigającym!
-Kondolencje, brachu.
-Nie rozumiem.
-To zrozum.
-Ale, czemu? Mieliśmy iść całą paczką na mecz. Mieliśmy usiąść razem. – Argumentuje, Lily. Stara się przekonać pannę Meadowes, żeby poszła z nimi. Ale wie, że to graniczy z cudem.
-O co ci chodzi? Przestałaś kumplować się z tym małym nietoperzem, to teraz jesteśmy w pakiecie z czterema małpami? – Burczy buntowniczo, Dorcas. Rusza prężnym krokiem w stronę wyjścia z Wielkiej Sali.
-Dorc, to nie tak… - Wzdycha. Rusza za przyjaciółką ledwo zań nadążając.
-A jak? Doznałaś olśnienia i Rogacz ma u ciebie szanse? – Prycha jak rozjuszona kotka. Chciałaby w tym momencie zaszyć się w jakimś przytulnym, ciemnym miejscu, zamknąć oczy i zasnąć. I żeby cały świat zostawił ją choć raz w spokoju!
Nawet nie dostrzega barwnego rumieńca na twarzy panny Evans.
-Już nie pamiętasz, co było tydzień temu? – Wysuwa swój ostatni argument, Czarna. – Babeczkowy deszcz! A żywe żaby zamiast czekoladowych, trzy dni temu? A…
Tak. Huncwoci ostatnimi czasy intensywnie praktykowali swoją dowcipną działalność. Lily, która jest zupełnie pewna, że Black szaleje za Dorcas, ma na ten temat własną teorię. Biedny Łapa robi, co może, żeby nie myśleć o tym nieczułym obiekcie jego westchnień. Ruda ostatnio ani razu nie widziała Syriusza bez Jamesa, lub chociaż asysty tego Petera.
-Przyznaję, że bywają nieznośni…
-Oni tracą wszystkie punkty, które uzbierałaś na lekcjach dla Gryffindoru! – Warczy Dorc zdenerwowana potulnością przyjaciółki.
-D-dorcas?... – Lily podejmuje trudną decyzję. – A naprawdę sądzisz, że James jest taki zły?...
Działa w jednym momencie.
Czarna zatrzymuję się jak wryta, otwiera szeroko oczy i odwraca się, żeby spojrzeć na doganiającą ją Rudą.
-Ktoś ci transmutował mózg w kafla?!
-Wszystko jasne? – Kończy swój wywód pytaniem, kapitan drużyny Krukonów. Cała drużyna automatycznie kiwa głowami niczym psiaki z taksówki. Niewiele do nich dotarło. Szykuje się najtrudniejszy mecz sezonu. Grają przeciwko Ślizgonom.
-Jesteśmy zgubieni. – Szepce drobniutka szukająca, Alyssa Brick.
-Gdzie twoje pozytywne myślenie, Al? – Kapitan jednak wszystko słyszy.
-A ulotniło się dwa dni temu, Ow. – Mruczy jeszcze ciszej, Brick.
-Dobra. To ktoś z nas na ochotnika nagle zachoruje, bo rezerwowi się skończyli, albo wszyscy ruszacie tyłki z tej ławki i idziemy grać w prawdziwego Quidditcha! – Denerwuje się Owen.
Sześć osób podniosło do góry obie ręce.
-Wstawać! NA BOISKO! Raz, raz, RAZ!
Nastrój:
tagi: